Dobroteka

Pasja tworzenia – o sobie i o swoich pasjach opowiada Piotr Kler.

pasja tworzenia

 

D.: Skąd wzięła się Pana pasja tworzenia mebli i pomysł na biznes związany z branżą wyposażenia wnętrz?
P.K.: Na początku meble tapicerowane nie były moją miłością. W wieku 13 lat, po ukończeniu szkoły podstawowej, poszedłem do pracy uczyć się zawodu tapicera. Z dwójką rodzeństwa wychowywałem się bez ojca, żyliśmy w bardzo skromnych warunkach. Opiekował się nami wujek, bez którego pomocy z pewnością trafilibyśmy do domu dziecka. Myślę, że właśnie dlatego już od początku miałem poważne podejście do życia. Wujek wpoił nam solidność i zamiłowanie do pracy. Miał wpływ na to, że jako 15-letni wówczas chłopak – którym targały rozterki: pracować nadal w ciężkim i trudnym zawodzie tapicera czy też szukać innego, bardziej interesującego zajęcia – podjąłem decyzję o kontynuowaniu marszu raz obraną drogą. Wtedy zacząłem się mocniej angażować w swoją pracę. W końcu stała się ona moją pasją. To, że zostałem mistrzem rzemiosła, w dużej mierze jest zasługą Antoniego Aptyki, mistrza-tapicera przedwojennej szkoły, który przyjął mnie na naukę. Mistrz Aptyka był znany nie tylko w Dobrodzieniu i na Śląsku. Po jego meble przyjeżdżali nawet klienci z Warszawy. Zauważył, że jestem dobry i dawał mi do wykonania rzeczy, których niejeden z dłuższym stażem rzemieślnik nigdy by się nie podjął. W 1973 roku otworzyłem własny zakład. Mieścił się on w wydzierżawionym lokalu na dobrodzieńskim rynku. Od początku stawiałem na wysoką jakość i nowatorskie rozwiązania. Opłaciło się, bo już wkrótce po moje meble ustawiały się kolejki, klienci potrafili czekać na nie nawet 3 lata.


D.: Jakie są Pana inne zainteresowania i dlaczego im właśnie poświęca Pan swój czas?
P.K.: Lubię być w ruchu. Postawiłem na sport i mogę uprawiać go w domu. W części sportowej, która jest większa niż mieszkalna, mam basen, saunę, siłownię, stół do tenisa, kort, boisko do siatkówki. Wiele spotkań towarzyskich w moim domu zaczyna się od wspólnego meczu. Bez względu na okoliczności jednego dnia biegam, kolejnego pływam i tak na zmianę. Uwielbiam także sporty zimowe – jazda na nartach to hobby, które dzielę z najbliższymi. Dlatego w naszej rodzinie praktycznie nie ma zimy bez szusowania po stokach, najchętniej w Austrii. Choć nie stronimy też od wypoczynku w Polsce. Myślę, że sport bardzo przydaje się też w biznesie – wpływa korzystnie na koncentrację, wypracowuje takie cechy, jak zdyscyplinowanie czy chęć bycia coraz lepszym. Pasją do sportu i zdrowego trybu życia zaraziłem już pracowników. W firmie działa klub biegacza, w którym jest kilku maratończyków.

Piotr Kler


D.: Co Pana inspiruje? Jaka jest Pana filozofia życiowa?
P.K.: Jeżeli chodzi o meble, inspiracje czerpię z historii meblarstwa, przyrody, motoryzacji. Dobry pomysł rzadko przychodzi mi do głowy, gdy siedzę za biurkiem. Czasami idea olśni mnie w nocy, kiedy indziej, gdy biegam. Inspirują mnie także pomysły, które obserwuję na targach, wystawach. W życiu staram się postępować zgodnie z przesłaniem Jana Pawła II: „…by postępowaniem waszym nie kierowała chęć zaspokojenia własnych pragnień za wszelką cenę, ale poczucie powinności: spełniam to, co słuszne, co jest moim zadaniem”. Uważam również, że człowiek zawsze powinien postępować zgodnie z najważniejszym kodeksem życia – Dziesięcioma Przykazaniami Bożymi. Śmiem przypuszczać, że gdyby światowy biznes rządził się tym kodeksem, nie mielibyśmy dziś kryzysu.


D.: Najtrudniejszy moment w prowadzeniu biznesu?
P.K.: Była nim zmiana mojego udziału w procesie tworzenia i wytwarzania mebli. Na początku byłem pomysłodawcą i wykonawcą, od idei do gotowego produktu. Szansa, jaka pojawiła się na początku lat 90., polegająca na zmianie ustroju, spowodowała gwałtowny rozwój firmy, a także wymusiła zmianę. Musiałem z twórcy i wykonawcy stać się twórcą i organizatorem wykonania.


D.: Jak Pan postrzega pojęcie sukcesu, jaki Pan osiągnął?
P.K.: Dla mnie sukces – patrząc przez pryzmat stale zbieranego doświadczenia, czując odpowiedzialność za firmę, za ludzi w niej zatrudnionych i ich rodziny – okupiony jest ciężką pracą, nie tylko moją, ale wielu zespołów pracujących w moim przedsiębiorstwie. W tym ujęciu tradycyjnie rozumiany sukces nie jest dla mnie ważny. Cieszy mnie dobra, ciekawa praca, dobre relacje z pracownikami, a przede wszystkim zadowolony klient.